poniedziałek, 15 czerwca 2009

God’s people, God’s copyland.

Za każdym razem, kiedy wychodzę z domu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że żyje we śnie szalonego pracownika ksero. Właściwie nie muszę wychodzić z domu, żeby tak myśleć. Cut copy paste copy paste srejst.

Wklejono mi uczucia, zdarzenia i alergię z zeszłego roku. Chcąc, nie chcąc - powróciłam do swojej Itaki, mojego punktu odniesienia. Normalny człowiek stwierdziłby, że to dobrze, że tak bezpiecznie i że w sumie to nic straconego. Ja natomiast czuję się jak okrutny cziter; jak ktoś, kto sejwuje grę za każdym razem jak dojdzie do jakiegoś etapu. Albo nie dojdzie.
I właśnie nagle, jeb, gejm ołwer i wracasz do sejwa. Wróciłam.

Pracownik punktu ksero dokleił mi także parę kilo, parę podbródków, kilka romansów. Nie wiem czemu nie poszedł na całość i nie zmienił mnie w pupila przyjaciół z grinpis. Wyciął mi rok życia, przybliżył do wieku w którym bez kota ani rusz.

Ludzie, którzy gdzieś kiedyś też są skserowani. Rozmawiam z nimi i myślę: ‘hm, skądś go znam’. Po chwili: ‘ah, no tak, to ten sam typ, co poprzedni i poprzedni i następny także’. Oczywiście nie w każdym przypadku. Poznaj laske pana od ksero i poznaj kogoś wyjątkowego. Takie wypadki przy pracy nie zdarzają się często, nie trwają też długo i na tym polega ich niewątpliwy urok.

Wam też kopiuje. Czytasz książkę i myślisz, że to tak jak Ty, spotykasz miłość swojego życia i macie ze sobą tyle wspólnego? Ten sam punkt ksero. Znaki na niebie, znaki na ziemi, znaki na drodze, znaki sraki. Nie ma przeznaczenia, nie ma przypadku, nie jest to iluzja - to kopia czegoś, co już było. I musi się powtórzyć, bo nikt, nawet Almighty, nie jest w stanie wymyślić nowych rozstań, lepszych motyli w brzuchu, czy wspanialszego uczucia pogardy.

czwartek, 11 czerwca 2009

Beware! unsKILLed husband.

Czy ilość morderstw popełnianych wśród współlokatorów jest proporcjonalna do wielkości domów w jakich mieszkają? Zastanawia mnie czy ludzie, którzy mieszkają w bloku i do swojej dyspozycji mają jedynie 30m2 podzielić na dwa lub w bardziej ekstremalnych przypadkach - trzy, przejawiają większe skłonności do mordu na swym współmieszkańcu?
Jeśli tak, to na pewno przeczytacie o mnie w gazetach za parenaście lat. Zamorduję swojego męża, brutalnie, ze szczególnym okrucieństwem, atrykul stoczterdziesciosiem paragrafdwa punktjeden, 14821.

Wszystko to pod warunkiem, że a) dożyję tych czasów, b) będę jeszcze na wolności, c) nie będę w psychiatryku, d) będę mieć męża w ogóle , e) jeszcze będę mieć męża,
f) będę mieszkać w bloku.

Okej. Teraz przyjmijmy, że nie chcę skończyć jako bohaterka mrożącego krew w żyłach artykułu w taniej, szmaciarskiej gazecie. Skupiając się na warunku d, będę musiała dokonać pewnej selekcji.

Upewnię się kilka razy czy wybranek przypadkiem nie chrząka/ciamcia/sapie przy jedzeniu. W przeciwnym razie, pewnego pięknego dnia, po 20 latach pożycia małżeńskiego, zupełnie niespodziewanie, podczas obiadu wyszarpię mu zębami przegrodę nosową.

Czy nie ma zbyt wygórowanych ambicji jak na jego możliwości. Jeśli tak, sorry, ariwererczi, wracaj na Marsa. Żaden książe nie będzie wyładowywać na mnie swoich frustracji. Nawet jeśli ma białego konia, karego konia albo dużego konia.

A może transformacja w mighty dolphin powerless rangera z pilotem od tv zamiast robota-godzilli? Po pracy kanapa, beznadziejny film na jakims polsrakowym kanale, kilka telefonów do Zordona, higeny brak.

Lepiej niech spierdala od mojej kuchni, gdzie robie moje rzeczy, moje dania, mój obiad, od początku do końca. Jest mój, obrany, wymieszany, ugnieciony, panierowany moimi rękoma! Spróbuje wpierdolić mi swoje pięć groszy w trakcie rytuału gotowania, a pyk…turl turl turl… jego oko poturla się radośnie w najciemniejszy kąt kuchni. Zrobię to łyżką, zgrabnie, moimi rękoma, po czym dokończę obiad. Mój obiad.

Jest jeszcze kilka innych wątków które mogłabym poruszyć, ale są zbyt obrzydliwe, żeby pisać o nich na trzeźwo. Nieuniknione jest, że niebawem doprowadzę się do stanu ekstazy w którym puszczają mi wszelkie hamulce, wtedy wyrzygam wszystko o czym myślę od stu lat (fuck, im ooooold).

wtorek, 9 czerwca 2009

Romance = potance?

Nic nie widzę przed oczyma duszy mojej. Dzieweczka nie słucha, zapatrzyła się na fashion.tv albo zaczytała w najnowszym numerze Cosmo.

To nie XVIII wiek, prześcieradła z dziurką wyszły z mody razem z rumianymi licami i szaleństwem dusz.
I skoro przeszliśmy już do porządku dziennego, że atrybuty romantycznej miłości odeszły w niepamięć, skąd to uczucie, że może jednak nie tak być powinno? Skąd myśli, że może to wszystko idzie w złym kierunku, zbyt szybko? Może jesteśmy warte zachodu, może powinnyśmy bardziej się cenić? I co tak naprawdę myślą o nas sami zainteresowani?

Wątpliwości w tej materii mogą oznaczać niepewność, istnienie pozostałości po cnotliwych prababkach. Może współczesne kobiety powinny dać porwać się klasycznej, książkowej miłości z powieści Danielle Steel, żeby przypomnieć sobie, że romantyczność istnieje?

Więc jak jest? Przeciwstawiamy się romantyczności, zdobywaniu się po woli, braterstwu dusz? Czy jesteśmy zwykłymi dziwkami?

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Little big girl.

Brzdęk, brzdęk, brzdękasz na swojej gitarze, jest git. „A teraz pakuj się do łóżka mała, bo już bolą mnie palce”.
O nie, nie tym razem mój panie – nie jestem kolejną groupie, nie wyszło ci tym razem.

To może kilka śpieszmysiękochać, albo nicdwarazy, może fiołkami drogę mi uścielisz? Może kilka banałów z kolorowych gazet?
Passe, passe! Szybko wystukaj wu wu wu wyznaniamiłosne slesz trendywiersze. Albo i nie.

Czarujesz niskim głosem, wyliczasz wyliczankę: „Raz dwa sześć, chcę cię zjeść. Pięć dwa jeden, będzie heaven. Tysiąc pińćset, chwała na wysokości ile zbiegów okoliczności”. Twoje imię na tą samą literkę się zaczyna, co imię mojego chomika, te same filmy w dzieciństwie oglądałeś i też lubiłeś mamy ciuchy ubierać.
Nat dys tajm.

„Taki ze mnie niedobry chłopiec, ale wiem, że takich lubisz, że tacy są on the menu. Oblany czekoladą, taki słodko-gorzki, taki zimno-gorąco. To na ciebie działa”.
Dla mnie możesz nurać się nawet w rozpuszczonym chocopologie, oblepiony szafranem, orzeszkami macadamia i kawiorem. Won!

Znajdź proszę złoty środek, o księciu z bajki. Bądź tym wszystkim, ale i tym wszystkim nie bądź.