piątek, 17 września 2010
Takie czasy.
środa, 7 kwietnia 2010
The musickness.
Latem śpiewają żaby, przygrywają im świerszcze. Wiosną bije moje serce, tryska wodospadem gównianego uczucia bez pokrycia.
Bo nikt mnie nie pokrywa.
niedziela, 7 marca 2010
Na brzegu rzeki usiadłam i pierdłam.
Wisiały niczym poroża, trofea z polowań. Tych samotnych swietliczanek, które po nocach oprawiały literki. Jak skóry, jak łupy.
Literki, jak już tak wisiały, przybite truposze, zwracały na siebie moją uwagę. Czytałam z nich. Czytałam z trupów. Całkiem dosłownie, bo literki te układaly się w słowa. Mądre słowa, umarłych ludzi.
Zastanawiałam się czy oni zajmowali się tylko tworzeniem takich sentencji, czy może były one wybierane z ich książek? Kto w takim razie je wybierał? Czy autorzy tworzyli je z bezkrytyczną myslą o swoim geniuszu?
Ludzie przecież miewają genialne mysli, ale ich nie zapisują. To strasznie samolubne nie dzielić się z innymi.
Czy tylko Ci wybrani mają monopol na zapisywanie mądrosci?
Tak minęła mi podstawówka. A Paulo Coelho poznałam dopiero w gimazjum.
wtorek, 2 marca 2010
Nature is smarter than people.
Dwoje zwykłych ludzi. Najmniej osobliwe okoliczności.
Spotykają się na spotkaniu znajomych swoich znajomych. Znajdują znalezione przez innych miejsce do mieszczenia się. Siedzą razem z tymi owymi na owej kanapie.
Ona – niewysoka blondynka, włosy długie, takie prawie jak z reklamy. Falują jej się prawie profesjonalnie, ale nie opadają w zwolnionym tempie, mieniąc się francuską innowacją blondu. Blond mysi z elementami bałtyckiej plaży, nazwijmy ten kolor.
Latem, lubi nie nosić bielizny. Zakładać zwiewne sukienki, biegać po polu i w promieniach słońca dmuchać w dmuchawce latawce wiatr. Ciepłymi nocami skakać po dachach domów, włamywać się do starych fabryk. Kochać się na tyle starego amerykańskiego samochodu. Oglądać filmy aż traci przytomność. Ale nigdy nie miała na to wszystko odwagi albo czasu.
W swoich zachowaniach jest raczej przewidywalna. Taka jej natura, że uporządkowana jest bardzo i unika niezaplanowania.
On – raczej niepozorny, niż pozorny. Jakkolwiek to zabrzmiało. Ma bardzo ładne dłonie. To pewnie zasługa jego matki, która zawsze starała się, by jej jedyny potomek był wzorem czystości i schludności. Kiedy wracał z piaskownicy, karciła go niesłychanie i prędko goniła do łazienki, gdzie pochylając się nad zimną, emaliowaną wanną szorowała jego brudne, drobne rączki. Prała jego brązowe od mokrego piachu spodenki i białe koszulki.
Teraz wyrwany z czyścicielskich szponów matki, może pozwolić sobie na odrobinę niechlujstwa. Pomięty t-shirt z zeszłej imprezy, ulubione zniszczone spodnie i stary zapinany sweter z wielkimi guzikami, ubrudzony wczorajszym spaghetti. Ale ręce czyste, paznokcie zadbane.
W tym momencie, powinien nastąpić opis poznania, może jakiś dialog. To jednak wydaje się zupełnie nieistotne, w obliczu sytuacji, które mają się wydarzyć. Dlatego, kreatywny czytelniku, w tym miejscu wyobraź sobie scenę amerykańskiego filmu, gdzie główni bohaterowie poznają się. Prawdopodobnie przypadają sobie do gustu, rozmawiają o końcu świata, może o lecącej w tle piosence. Magia spojrzeń, ona odgarnia włosy, przygryza wargi. Patrzy się w ten specyficzny sposób, w jaki zwykły patrzeć zauroczone dziewczyny, zdradzając i obnażając się banalnie. Chłopcu nerwowo pocą się ręce, odwzajemnia przygyzanie warg. Mówi coś głupiego, wylewa na dziewczynę drinka, kolega robi z niego pośmiewisko – w każdym razie, dochodzi do przełamania pewnej granicy. Zupełnie banalnie, tak, jak wspominałam na początku.
Są w mieszkaniu dziewczyny, znaleźli się tam po krótkiej przejażdżce śmierdzącą taksówką. Robili w niej normalne rzeczy, które robione są o 4 nad ranem w sobotę, w stolicy, w stanie upojenia, w stanie zauroczenia, w stanie desperacji, która nie jest jesienną anomalią. Spowodowana, jak mogę domniemywać, nie porą roku – a stanem emocjonalnym, głęboko schowanym za komórkami i mitochondriami, nie związanym z czynnikami zewnętrznymi. Jak najbardziej normalnym jest, że w takich warunkach duchowych i egzystencjalnych, jeśli nadarzyła się okazja do chociażby chwilowego ukojenia tej desperackiej rany, okazję tę wykorzystać należy należycie. Piszę w tym momencie męcząco, męczę Was tą przejażdżką. Żebyście byli tak samo zmęczeni jak bohaterowie historii, którą czytacie. Bo oni zmęczeni są nie tylko wspomnieniami z dzieciństwa, niespełnionymi marzeniami, konformizmem i pozowaniem. Chłopak jak i dziewczyna, zmęczyli się fizycznie. Akrobacje na tylnim siedzeniu samochodu wymagają pewnej sprawności, której tej dwójce brakuje. Ich codzienne zajęcia uniemożliwiają skupienie się na swym ciele. Za bardzo skoncentrowani są na swoim wnętrzu. Więc teraz męczą się. Aby uniknąć tej sytuacji, ćwiczcie więcej, drodzy czytelnicy. Sprawność to zdrowie, to podstawia udanego (po)życia.
Moment, w którym leżą w jej jasnej, pachnącej świeżo pościeli, tacy znużeni godziną, podekscytowani sobą, należałoby opisać z należytą delikatnością i wdziękiem. Tak, abyś mógł wyobrazić sobie jej nieskazitelne ciało, które ubrała w kremowy, koronkowy gorset. Jej ciało delikatne jak aksamit, blade jak aloes. W tej konkretnej chwili najpiękniejsze kobiece ciało, jakie mógł sobie wyobrazić leżący obok chłopak.
Palcem wskazującym gładzi jej ramiona, ręce. Góra, dół, góra dół. Zastanawia się, co tu robi, czy nie zaszedł jakiś kardynalny błąd w jego myśleniu? Czy to, co teraz się dzieje prowadzi do… tego? Jeśli prowadzi, to jak poradzi sobie z pięćdziesięcioma haftkami na jej zgrabnych plecach? Myśli, czy dziewczyna nie może zrobić tego sama, czy nie może sama się odbezpieczyć? Dlaczego leży w łóżku kobiety, która na pijackie spotkanie ze znajomymi zakłada gorset? Jak zrobiła to sama? Czy w takim razie może mogłaby już uporać się z jego rozporkiem? Nie powinien sprawić kłopotu wykwalifikowanej gorsetowej maniaczce. Może ubrała ten pas cnoty specjalnie, ale teraz jest zbyt pijana i chętna by owy spełnił swoje zadanie?
Zdecydowanie jest typem dziewczyny, którą chciałby przedstawić matce. Żeby myślała, że spotyka się ze skromnymi, ‘dziękuję-proszę-magiczno-słownymi’, nieśmiałymi. One pasują do jego zadbanych paznokci. On stałby się dzięki takim niemalże idealny w oczach matki.
Kto myślałby w takiej chwili o swojej rodzicielce?
Dziewczyna jest trochę zestresowana. Myśli, że mogła przyłożyć się bardziej do ostatniej depilacji. Również pomyślała, że jej nietypowa bielizna stanowić może przeszkodę dla dalszych przyjemności.
Polała się krew.
środa, 17 lutego 2010
Ezekiel 25:17
Raz w tygodniu, za niewielką, symboliczną odpłatą możesz usłyszeć co stanie się w następnym odcinku.
Powtórki emitujemy co roku.
Czytanie księgi połączone ze skromnym poczęstunkiem.
Soundtrack do serialu można nabyć w zakrystii.
W tym sezonie, królować na ołtarzu będzie kolor purpurowy.
Prezenterów ubiera Zgromadzienie Wiernych ®
Nie wiem czy chcę brać w tym kiedykolwiek udział. Nie wiem, czy chcę, żeby ktoś po śmierci sprzedawał moje nazwisko księdzu, aby ten ‘módlmy się’ za mnie. Nie wiem czy mam cokolwiek do powiedzenia, wtedy raczej będę milczeć jak grób.
Aby wielki spiker-wodzirej nakazał robić 'módlmy się' za mnie, rozkładającą nogi i się w trumnie grzesznicę, ludziom, którzy zamykali mi drzwi do windy, zabierali ostatni koszyk w supermarkecie, wciskali w automacie do kawy opcję ‘bez kubka’, żeby gorący płyn oblewał latem moje bose stopy.
Którzy kradli moje komórki, zajmowali miejsce siedzące, kiedy byłam w urojonej ciąży, śmiali się, kiedy jesienią potykałam się, jak to mam w zwyczaju, i wpadałam do kałuży.
Modlą się, w imię pozorów i póz i życia grzesznego, amen.
Liczą i notują
moje 12 stacji, 12 upadków czy 12 miesięcy każdego roku, 12 przybranych kilo, 12 straconych nocy na robieniu nie pamiętam czego. Ale oni kurwa pamiętają. I się za to pomodlą.
Oto wielka tajemnica wiary.
niedziela, 7 lutego 2010
Guest-tapo.
Znajomi rodziców. Daleka rodzina.
Najpierw pół dnia przygotowań, tatary z tatarów, kaczki w jabłkowych stawach, karpaczio z Karpacza, kwiaty lotosu w wazonach, jedzeniowe nadęcie na wykałaczkę z oliwką wysublimowania i spleśniałym serem.
Przywitanie i tradycyjne już zgadywanie na ile całusów mierzy ‘wujek’, a na ile ‘ciocia’. Wujek na dwa razy, obstawiałam trzy, więc ostatni całus w powietrze. Ciotka mnie nie lubi, więc pewnie jeden. I słusznie. Czy zasady savoir vivre regulują ilość powitalnych cmoków? Jeśli nie, to powinny. Bo kurwa nienawidzę tego uczucia, abstrahując od ogólnej nienawiści do powitań i pożegnań, kiedy ktoś postanowił sobie, że cmoknie mnie 3 razy, a ja już po pierwszym spierdalam. I ten ów ktoś trzyma mnie kurczowo i kończy swe dzieło, śliniąc moje rumiane policzki.
Jak szkoła? Jak egzaminy? Masz tam jakiegoś kawalera? Wszystko w porządku? Mogłabym odpowiedzieć, że rzuciłam studia i oddałam się pasji prostytucji, zarabiając przy tym całkiem nieźle i odkładam na wyjazd do Holandii, aby zlegalizować związek z moją przyjaciółką. Gówno ich obchodzi odpowiedź. Ważne, żeby wykazać zainteresowanie. Ewentualnie w sentencji wypowiedzianych słów, wychwycić obecność tych niepoprawnych lub podejrzanych.
A moja córka, to jest alfaiomegabetagamma, moja też, ona gotuje, tak jak moja, sprząta, ahh jak moja sprząta, uczy się na siódemki, moja nawet na ósemki z plusem, jest zgrabna, 90-60-90. Ona to jeździ na te wszystkie festiwale, do klubów chodzi, gra na fujarkach, na grzebykach, na wszystkim ci zagra. Moja nie je mięsa od 4 lat, a moja od 5. Ale moja jest młodsza, to się bardziej liczy. Ona tyle czyta, takie zagraniczne książki, po angielsku i w oryginałach, najbardziej oryginalnych, wręcz czyta rękopisy. A ma chłopaka? Nie.
Próbujesz się skupić, czytać, cokolwiek. Ale między rozmową Aloszy i Iwana słyszysz o tym jak koleżanki mamy robią sobie cycki i chodzą na premiery holyłódzkich filmów do kin. Latają do kambodży i do czile, a w przerwach modlą się w bazylice i jedzą koty u chińczyka.
Kiedyś pijackie spotkania rodziców pod przykrywką dostojnych kolacji wyglądały zdecydowanie bardziej interesująco. Synowie znajomych, opróżnianie barków, zabawa w doktora, upijanie się alkoholowymi cukierkami. Zabawa w chowanego, jeśli chciało się kogoś pozbyć, nieznajdowanie go przez pół wieczoru, by mieć święty spokój i móc oddać się cielesnym, dziecięcym przyjemnościom. Macanki cacanki, gilgotki cnotki. Albo oglądanie dorosłej telewizji, viva zwei i tcm, bo cartoon network blokowali po 21.
Ciekawe jak ciekawe będą wieczory moich dzieci.
środa, 6 stycznia 2010
Dress to kill.
Nie chciałabym być na Waszym miejscu, chodzić w Waszych butach. Od tego można dostać grzybicy. Wilka w owczej skórze załatwi PETA.
Natomiast segregować, szufladkować, przypinać łatki, wieszać na kimś psy. Rwać szaty, koszule i suknie Dejaniry, po czym szyć je grubymi nićmi. Nic łatwiejszego...
Dzielicie się na dwa rodzaje: cioty i niecnoty.
Pierwsi to najczęściej zakompleksieni, zagubieni i mało skuteczni panowie ‘chciał, a nie mógł’. Nie mógł z różnych względów: strach, dezorientacja, przekombinowanie, kompleksy, zakochanie.
Niecnoty to wykwalifikowane, zdeterminowane, niepowstrzymane maszyny defloracyjne. Wiedzą czego chcą. Mają uczucia, są zdolni do miłości. Fizycznej.
Cioty, to przez Was jestem taka samotna. To Was potrzebuje. Jesteście tacy wrażliwi, subtelni. Potraficie robić te wszystkie swoje magiczne sztuczki z oczami spaniela; maślanymi, szczenięcymi. Potykacie się o własne nogi, nie wiecie co powiedzieć na widok dziewczyny. Myślicie potem o niej przez następny miesiąc. Cały czas. Wtedy też. I wtedy.
Błąkacie się gdzieś między korytarzami, mijamy się na ulicach. Ale żaden z Was nie ma odwagi powiedzieć ni sylaby.
A Was, drodzy niecnotliwi Panowie, chciałabym omijać szerokim łukiem. Miałam już z takimi jak Wy do czynienia. Macie szczęście, że kobiety to masochistki. Jest na Was popyt. Tylko czemu po wszystkim spierdalacie jak złodzieje? Nie macie jaj.
Są jeszcze Ci pomiędzy, ale wiadomo, że z połączenia koloru niebieskiego miecza Luka Skajuokera i czerwonego miecza Mrocznego Jedi wychodzi sraczkowaty. Osobiście – mój ulubiony kolor. Ale to tekst z serii zimno-gorąco, biało-czarno, źle-dobrze. Nie ma miejsca na Horacego.
Zatem…Ogłaszam wszem i wobec, że kończymy trend na węże w kieszeniach, głupich jak buty i krzyki mody. Jak nas widzą, tak nas piszą, więc moje odważne i mniej odważne Panie – wybierajmy w tym roku bardziej skromne i nie rzucające się w oczy zapomniane vintage dodatki.
